Wymagające Alpy Julijskie i niezwykłe Dolomity

Wymagające Alpy Julijskie i niezwykłe Dolomity 11VI-2VII 2009

Wakacje podczas których poznaliśmy niedużą ale ciekawą Słowenię i jedne z najpiękniejszych gór w Europie – włoskie Dolomity. W Słowenii spędziliśmy 11 dni, przez większość czasu wędrowaliśmy po Alpach Julijskich, a w drodze nad  wybrzeże Adriatyku  zwiedziliśmy niezwykły zamek i jaskinię. Na Włochy przeznaczyliśmy 10 dni a w drodze w Dolomity zwiedziliśmy Wenecję i Akwileję.

Dzień 1 Alpy Julijskie/Dovje

Kamping Kamne http://campingkamne.com/ w miejscowości Dovje (k. Mojstrany). Przez 6 dni był naszą bazą wypadową w Alpy Julijskie.

Dzień 2 Planica

Wycieczka pod słynną mamucią skocznię narciarską Velikankę. Auto zostało w Kranjskiej Gorze i wygodną drogą, doszliśmy pod skocznię w dolinie Planicy. Latem wygląda ona mniej okazale niż zimą.

Większe wrażenie robiła  chyba olbrzymia ściana Triglava – najwyższej góry Słowenii, u podnóża której stoi skocznia.

Dzień 3 Przełęcz Luknja – 1758 m n.p.m.

Do schroniska  Aljazev  Dom, podjeżdżaliśmy samochodem (13 km od Dovje).  A momentami było mocno pod górę, bo schronisko położone jest na wysokości 1015 m. Auto zostawało na sporym parkingu. Jesteśmy w Triglavskim Parku Narodowym. Dalszą drogę do przełęczy Luknja – 1758 m. pokonaliśmy już na nogach. Droga na przełęcz prowadziła wzdłuż potężnej, północnej ściany Triglava. (Niestety śnieg zakrywający via ferraty uniemożliwił nam wejście na niego).

Za sobą mamy już  dość łatwy szlak przez dolinę Bukovlje, a przed nami – najtrudniejszy odcinek  z polami śniegu i niestabilnymi piargami, po których szliśmy w ślimaczym tempie: 1 krok do przodu, 2 do tyłu.

Po 3 godzinach wspinaczki, przełęcz Luknja została zdobyta! Z jednej strony widok na skalny mur Triglava, z drugiej na dolinę – daleko w dole.

Potem był długi i dość trudny powrót do Domu Aljazeva, szlak kiepsko  oznaczony przechodził obok zamkniętego schronu Bivak pod Luknjo.

 Dzień 4 Kriz 2410 m n.p.m.

   Znowu zaczynaliśmy od szlaku przy Domu Aljazeva, po czym ruszyliśmy szlakiem w kierunku szczytu Kriz 2410 m. Ale najpierw musieliśmy podejść doliną Sovatna do wyłomu w murze skalnym –  Dovska  vrata na 2180 m. Im bliżej przełęczy, tym robiło się trudniej, bo do stromizny doszły piargi i śnieg.

Za przełęczą wciąż było ciężko a słońce niemiłosiernie paliło (mimo sporej wysokości), przybyło śniegu a szlak był kiepsko oznaczony. Bez błądzenia się nie obeszło.

W drodze na Stenarska vrata 2295 m, kolejne błądzenie w śniegu. W końcu trudny szczyt Kriz zdobyliśmy, okupiony dużym wysiłkiem fizycznym jak i psychicznym.

Kolejne szukanie szlaku było w okolicach Bovška Vratica  na 2375 m. Droga powrotna do Domu Aljazeva dłużyła się bardzo, prowadziła obok zamkniętego schronu Bivak IV na 1980 m i przez Macesence. Do auta wróciliśmy padnięci, po 9 godzinach spędzonych w górach.

Dzień 5 Bled/jezioro Bledzkie

Dzień odpoczynku. Pojechaliśmy  zobaczyć, drugą największą atrakcję Słowenii –  miasteczko Bled nad jeziorem Bledzkim. (25 km). Leniwy spacer wokół turkusowego jeziora Bledzkiego, z maleńką wysepką z barokowym kościołem, zamkiem na skarpie, górującymi w tle białymi szczytami, był przyjemną odmianą po wczorajszym, ciężkim dniu.

     

Dzień 6 Przełęcz Vršic 1611 m n.p.m.

Przez przełęcz Vršic położoną na wysokości 1611 m, z obowiązkową przerwą na punkcie widokowym, dojechaliśmy autem do miejscowości Trenta (620 m n.p.m). Stąd zrobiliśmy sobie  14-kilometrową pętlę szlakiem wokół dwutysięcznika Zadnijški Dzebnik. Ciekawy, dość łatwy szlak  z ładnymi widokami. Jedynie podejście na przełęcz na 1600 m (najwyższy punkt na szlaku), wymagało nieco wysiłku. Przez przełęcz z doliny Trebiškiej przeszliśmy do doliny Zadnjiškiej. W dolinach zalegało jeszcze sporo mokrego śniegu.

      

Dzień 7 Ukanc/jezioro Bohinjskie/wodospad Savica

Przenieśliśmy się bardziej na południe Alp Julijskich, do miejscowości Ukanc nad jeziorem Bohinjskim. Zatrzymaliśmy się na campingu Zlatorog. Tego dnia był tylko spacer do oddalonego o 3 km, obleganego przez turystów wodospadu Savica.

 

Dzień 8 Triglavskie jezeria 1685m n.p.m

W ten upalny dzień, wybraliśmy szlak do schroniska nad Triglavskimi jezerihami.  Najtrudniejszy okazał się odcinek  szlaku za Koca pri Savici, gdy musieliśmy wspiąć się po dość mocno eksponowanej ścianie, zabezpieczonej stalowymi linami. Dalej było już

łatwiej, szlak prowadził lasem,  gdzie zalegało jeszcze sporo śniegu. Otoczone skalistymi grzbietami schronisko nad jeziorem, okazało się niestety zamknięte. Ale w ciszy mogliśmy  nacieszyć oczy surowym krajobrazem. Powrót na camping był ta samą trasą (2 x 9 km).

Dzień 9 Dom Savicia/Dom na Komni 1520 m n.p.m.

Ciekawa wycieczka szlakiem schronisk. Od Domu Savicia mocno trawersującym szlakiem wspięliśmy się na wysokość ponad 1300 m n.p.m.,  z wielkiego tarasu schroniska Dom na Komni – popijając kawkę, podziwialiśmy otaczające nas góry. Tutaj,  Alpy Julijskie sprawiały wrażenie bardziej

     

dostępnych i przyjaznych,  od tych które poznaliśmy wcześniej. Potem był spacer do oddalonego o 15 min. Koca pod Bogatinom. Powrót na dół prowadził tą samą drogą. Wycieczka liczyła 20 km a w drodze powrotnej mogliśmy popatrzeć na Bohinjskim jezioro z góry

Dzień 10 Predjamski Grad/ Škocjanskie Jasikinie/Ankaran

Po nocnej ulewie i deszczowym poranku, w pośpiechu spakowaliśmy mokry namiot w samochód i wyruszyliśmy nad Morze Adriatyckie. Po 3 godzinach jazdy dotarliśmy do niezwykłego zamku – Predjamskiego Gradu. Średniowieczny zamek wbudowany w skałę z labiryntem podziemnych korytarzy i grot robi niesamowite wrażenie! Po godzinnej podróży autem, dojechaliśmy do Škocjanskich Jaskiń, gdzie zwiedzaliśmy największy, podziemny kanion w Europie.  (Głęboki na 100 m i długi na 6 km).

Godzinę potem byliśmy już nad morzem, na wielkim campingu  „Adria”( http://www.adria-ankaran.si/en/  ) w popularnej miejscowości  Ankaran. A wieczorem zrobiliśmy sobie spacer po  wybetonowanej plaży.

Dzień 11 Izola

 

Dzień spędziliśmy na wędrowaniu po liczącym tylko 47 km słoweńskim wybrzeżu. Zwiedziliśmy  też ładne, nieco zatłoczone nadmorskie miasteczko Izola.

Dzień 12  Aquileia   WŁOCHY

Przez włoski Triest dostaliśmy się do cichejniezbyt licznie odwiedzanej przez turystów Aquilei. Niedaleko naszego dużego i taniego campingu „Aquileia” http://www.campingaquileia.it, czekała na nas przepiękna, romańska bazylika. A jej surowe wnętrze kryło pochodzące z IV w. kolorowe mozaiki, wykonane z tysięcy malutkich

 płytek ceramicznych. Po obejrzeniu miasteczka z góry wysokiej dzwonnicy, cyprysową alejką, doszliśmy do pozostałości dawnego rzymskiego portu rzecznego. Zabytki Aquilei trafiły na listę UNESCO, mogliśmy je oglądać nie tylko za darmo ale i w ciszy i spokoju bo turystów było niewielu.

Dzień 13 Aquileia

Kiedy nadarzyła się okazja pojeżdżenia darmowym rowerem po okolicy, to lało jak z cebra przez caluśki dzień.

Dzień 14 Cavallano 

Z deszczowej Aquilei  pojechaliśmy, w kierunku Wenecji,  do miasteczka Cavallano nad Adriatykiem. Zatrzymaliśmy się na wielkim campingu San Marco http://www.campingsanmarco.it. Do piaszczystej plaży mieliśmy rzut kamieniem.

Dzień 15 Wenecja

Tu kupiliśmy łączony bilet na autobus i statek (16,60 €/osoba) i w godzinę dopłynęliśmy do Wenecji.

 

Dzień 16 Campitello di Fassa DOLOMITY

Po ponad 5-godzinnej podróży, przenieśliśmy się znad morza w góry. W drodze w Dolomity, zwiedziliśmy skocznie narciarskie w miejscowość Predatto. W miejscowości Campitello di Fassa położonej  1500 m n.p.m. znaleźliśmy wygodny, ładnie położony camping „Miravalle”: http://www.campingmiravalle.it

     

                                    Dzień 17 Sasso Piatto 2958 m n.p.m.

W drodze do schroniska „Sasso Piatto” (przez dolinę Duron) 2336 m n.p.m. Stąd wspięliśmy się na skalisty szczyt Sasso Piatto 2958 m, niestety na górze przyszła mgła i przysłoniła piękne widoki. Pięknych panoram  dostarczył nam szlak, którym wróciliśmy do Campitello. Prowadził ścieżką przez zielone zbocza, powyżej których wyrastały szare, pionowe skaliste masywy.

   

     

Dzień 18 Przełęcz Camerloi 2200 m n.p.m

Tego dnia zrobiliśmy sobie 15-to kilometrową petlę, rozległą doliną Duron. Doszliśmy na przełęcz Camerloi.  Po drodze odwiedziliśmy dwa, dość wysoko położone schroniska „Dona” i „Micheluzzi„.

Dzień 19  Pass de Omretta 2702 m n.p.m.

Najpierw samochodem podjechaliśmy do miejsca Alba-Penia. Kwitnącą doliną de Contrin, a potem przez dolinę Rosalia, wspięliśmy się  – w  skalno – zimowym otoczeniu, na przełęcz Pass de Omretta. Kilkadziesiąt metrów powyżej bivaku Del Bianco (metalowy schron), musieliśmy niestety zawrócić bo metalowe liny zakopane w śniegu, uniemożliwiły dalszą wspinaczkę, w kierunku jednego ze szczytów masywu Marmolady.

     

     

   Dzień 20 Misurina

Nastąpiła zmiana miejsca. Przez znane miasto Cortina d’Ampezzo przyjechaliśmy do leżącej w sercu Dolomitów miasteczka Misurina. Kilometr za miasteczkiem znaleźliśmy może niezbyt komfortowy ale pięknie położony camping „Alla Baita”. To był najwyżej położony camping podczas tych wakacji – prawie 1800 m n.p.m.!

   

Dzień 21 Tre Cime di Lavaredo

Autobusem odjeżdżającym z przystanku koło campingu, w 15 min. dotarliśmy na wysokość 2320 m n.p.m. do schroniska Rifugio „Auronzo”. Gdy słońce wyjrzało zza chmur, naszym oczom ukazał się księżycowy krajobraz w ze słynnym masywem  Tre Cime di Lavaredo w centrum. Wybraliśmy popularną, dość łatwą (15 km) trasę. Szlak nr 101 przechodził koło schroniska „Lavaredo”. Potem skrajem skalistego płaskowyżu, doszliśmy do zatłoczonego schroniska „Pre Crime A. Locatelli”. Kawa na tarasie schroniska, położonego na wysokości 2405 m w przepięknym, surowym krajobrazie, smakowała wybornie. Szlak nr 105 nie dostarczał już tak spektakularnych widoków, ale i tak było ładnie. Do campingu zeszliśmy już na nogach.

      

   

     

Dzień 22 Włochy-Polska

Powrót do Polski, długą trasę udało nam się pokonać w jeden dzień. Dolomity to jedyne takie góry w Europie, jeśli nie na świecie, dlatego wrócimy tu kiedyś.

 

 

 

 

Nepal – Himalaje 2008

„W  najwyższych górach świata30.03. – 22.04.2008

Pojechaliśmy w grupie: Piotr H. był naszym przewodnikiem i organizatorem trekkingu (agencja „Hepi”) oraz Dobrochna, Patryk i Ania z Łodzi. Po zwiedzeniu Katmandu, mieliśmy ruszyć w góry, zatrzymując się na noc w skromnych ale przytulnych hotelikach (lodge).

Dzień 1 /Berlin/Doha/Katmandu

Wylot z Berlina 15:40 –  z międzylądowaniem w stolicy Kataru – Doha (22:45), w Katmandu lądujemy o 8:10.

Dzień 2 Katmandu

Durbar Square (Plac Królewski), który zwiedzaliśmy po kupieniu specjalnych legitymacji –  Visitor Pass. (Większość tych pięknych zabytków ucierpiała w wyniku wielkiego trzęsienia ziemi w 2015 ).

Dzień 3 Katmandu/Patan

Położona na wzgórzu – Stupa Swajambhunath (Świątynia Małp), do której prowadzi 365 kamiennych schodów.

Sąsiednie miasto Patan i jego piękny plac Durbar Square.

Dzień 3 Lukla  2840 m – Benkar 2630 m

 30 minut trwał lot z  Katmandu do Lukli –  zakończony szczęśliwym lądowaniem na najbardziej niebezpiecznym lotnisku świata (krótki pas startowy wciśnięty między litą skałę a przepaść). Z Lukli zaczęliśmy trekking do Everest  Base Camp (B.C.). Po 4 godzinach dość łatwego marszu (pierwsza część szlaku prowadziła w dół) dotarliśmy do Benkar.  Byliśmy dość osobliwymi turystami, bo bez tragarzy, musieliśmy sami taszczyć na plecach ciężkie plecaki.

Dzień 4 Benkar 2630 m – Namche Bazar 3440 m

Pobudka 6 rano, pożywne śniadanie i wyruszyliśmy drogę! W Monjo zakupiliśmy pozwolenia na trekking po Parku Narodowym Sagarmatha. Wciąż idąc doliną rzeki Dudh Kosi ( Mlecznej Rzeki)  przechodziliśmy przez – wiszące na stalowych linach – mosty. Ostatni odcinek to wspinaczka stromymi zakosami i do stolicy Szerpów – Namche Bazar. (4h, 8km)

   

Dzień 5 Namche Bazar 3440 m – Dole 4200 m n.p.m.

Rano zaskoczył nas śnieg, na szlaku doszła też mgła i wiatr, ale i tak było pięknie.  (7h, 12km)

  

Dzień 6 Dole 4200 m – Gokyo 4790 m n.p.m.

Choroba wysokościowa dawała się we znaki, a na szlaku dalej panują zimowe warunki. Pierwsza część szlaku prowadziła zboczem długiej, wąskiej doliny.(8h)

Dzień 7 Gokyo 4790 m n.p.m.

Dla dobrej aklimatyzacji, zrobiliśmy sobie 12 – kilometrową wycieczkę do zamarzniętego jeziora powyżej 5000 m.  Pogoda, jak i widoki wokół pierwszorzędne. I zobaczyliśmy Mount Everest

     

     

Dzień 8 Gokyo Ri 5360 m – Nha (Na) 4400 m

 Bladym świtem (godzina 6 !),”na lekko”, stawiając przez godzinę – bo tyle czasu zajęła nam wspinaczka – czoło chorobie wysokościowej (tylko mnie dopadła z całej ekipy), zdobyliśmy pobliski szczyt Gokyo Ri. Po zejściu do Gokyo, po krótkim odpoczynku, ruszyliśmy z plecakami w dalszą drogę do  osady Nha. ( 6 km )

 

     

     

Dzień 9 Pangboche 3930 m n.p.m.

Po przebudzeniu, na  wewnętrznych szybach w hoteliku pojawił się lód. Ale później, już na szlaku było na tyle ciepło i słonecznie, że nie były potrzebne już kurtki. Szlak prowadził wąską ścieżką, prowadzącą zboczem stromej góry. A wokół porażające widoki i ogromne przestrzenie pod nami, a daleko  w dole górski strumień. (6h)

     

     

Dzień 10 Dughla (Thokla) 4620 m n.p.m.

Tym razem podchodziliśmy długą, płaską doliną.  Na szlaku panował spory ruch, bo jest to główny szlak do Everest Base Camp. Miejsce szerpów zajęły jaki, które na swoich grzbietach przenosiły dosłownie wszystko. Mijaliśmy też kopce, ułożone z kamieni na których pięknie wygrawerowano słowa mantry.(5h )

     

    

Dzień 11 Gorak Shep 5140 m n.p.m.

Po dojściu na przełęcz Thokla Pass 4830 m n.p.m., znaleźliśmy się na  symbolicznym cmentarzu wspinaczy, którzy zginęli w Himalajach. Kamienne kopczyki z tablicami z nazwiskami,  upamiętniają ludzi z całego świata. Dalej szlak prowadził wzdłuż „szarego” (od przysypanych kamieniami) lodowca Khumbu. Noc wyjątkowo zimna bo zamarzła nawet woda w beczkach w toaletach, mieszczących się w środku budynku. (5h)

      

    

Dzień 12 Gorak Shep 5140 m – Everest Base Camp (B.C.) 5364 m – Lobuche 4970 m

Droga do B.C. (bez dużych plecaków) zajęła nam 3 godziny, nie należała ona ani do szczególnie ciężkich ani ciekawych. Ale  sama obecność w B.C., u podnóża Czomolungmy, spacerowanie między kolorowymi namiotami, rozbitymi przez międzynarodowe ekipy, to już było niezapomniane przeżycie!

        

     

Po powrocie do osady, gdy okazało się, że nie ma miejsca w hoteliku, zabraliśmy nasze duże plecaki i zeszliśmy do Lobuche – 2h. (Oznaczało to, że musieliśmy zrezygnować z wejścia na pobliski szczyt Kala Patthar – 5550 m n.p.m.)

Dzień 13 Lobuche 4970 m – Dingboche 4410 m

Pierwszą część drogi – do Dughla – znaliśmy, bo szliśmy nią 2 dni wcześniej. Po minięciu hoteliku zaczęliśmy schodzenie w dół, do doliny Chukhung. Naszym drogowskazem był,  wznoszący się nad doliną –  szczyt Ama Dablam (6856 m) z charakterystycznym – przypominającym  piramidę –  wierzchołkiem. Dingboche okazało się sporym miasteczkiem, z białymi domkami, otoczonymi zagrodami dla jaków. ( 4h, 8km)

     

     

Dzień 13 Dingboche 4410 m – Chhukhung 4730m – Dingboche 4410 m

Po wczesnym śniadaniu, zrobiliśmy sobie wycieczkę (na”lekko”) do Chhukhung – osady która jest taką „bramą” na Island Peak (6189 m) oraz na Lhotse (8414 m). Po drodze minęliśmy – kamienny pomnik, postawiony ku pamięci 3 polskich himalaistów, którzy zginęli na południowej ścianie na Lhotse: Jerzego Kukuczki, Czesława Jakiela, Rafała Chołdy. Im wyżej wchodziliśmy, tym krajobraz stawał się pustynno – szary, aż doszliśmy  do jeziorka położonego na 5000 m. (9 h. 20 km)

    

    

Dzień 14 Dingboche 4410 m – Tengboche 3860 m

Schodziliśmy dość łagodnie w dół, wzdłuż rzeki Imja Khola. Po drodze spotykaliśmy  robotników pracujących nad rzeką przy obróbce kamieni, używanych później do budowy domów. Mijaliśmy po drodze, kilka osad z turystami odpoczywającymi na plastikowych krzesłach, przeszliśmy obok kamienia z wygrawerowaną modlitwą, buddyjskiej kapliczki – czorteny, oraz pokonaliśmy jeden mostek.

    

    

Tengboche okazało się sporą osadą, wybudowaną na niewielkim płaskowyżu. W miasteczku znajduje się jest z zabytkowy, buddyjski klasztor Tengboche. A klasztor  znany jest również z tego, że gościł wielkich zdobywców Everestu. (5h , 10 km)

     

Dzień 15 Tengboche 3860 m – Namche Bazar 3440 m

Najpierw, ścieżką wijącą się zakosami przez las kwitnących rododendronów, schodzimy do mostu na rzece Imja Khola. Następnie łagodnie podchodzimy do osady Kyangjuma, gdzie robimy sobie postój, podziwiając piękną panoramę gór. Dalsza droga prowadziła już w dół do Namche Bazar. Gdzie na noc zatrzymaliśmy się w wygodnym hoteliku, który miał prysznic i bieżącą wodę! A na kolację zaserwowano nam pyszny stek z jaka. (5h. 10 km)

     

     

Dzień 16 Namche Bazar 3440 – Phakding 2610 m

Obdarowani przez matkę właściciela hotelu  jedwabną chustą khata, która uchodzi za nepalski symbol gościnności, ruszyliśmy stromymi zakosami w dół. Tym szlakiem podchodziliśmy 10 dni wcześniej. Dzień jest na tyle pogodny, że daleko w tle widzimy sylwetkę Everestu. Szlak wiedzie zboczem skalistego wąwozu. Mijamy wioski otoczone poletkami i kwitnącymi drzewami, przechodzimy znajome już mosty. (5,5 h. 10 km)

      

      

      

Dzień 17 Phakding 2610 m – Lukla 2840 m

Idziemy cały czas po wschodniej części rzeki Dudh   Koshi, przechodząc przez jeden wiszący most. Pierwsze  kilometry to była wędrówka w płaskim terenie, po czym zaczęliśmy iść pod górę!  (4 h. 8 km)

        

Dzień 18 Lukla – Katmandu

 Ponieważ lot do Katmandu był wcześnie rano, po szczęśliwym lądowaniu i zakwaterowaniu się w hotelu, mieliśmy sporo czasu na ostatnie wycieczki po uliczkach zatłoczonego miasta.

      

Dzień 19 Bhaktapur

Nepalska nieduża, ale szybka taksówka zawiozła nas do dawnej stolicy NepaluBhaktapur (trzecie z miast Doliny Katmandu). Spacer po cichych, krętych uliczkach między zabytkowymi budowlami z wypalanej cegły, wielkich placach z pięknymi świątyniami i pałacem, nie miał końca.

Dzień 20 Katmandu/Doha/Berlin

 

Pireneje z plecakiem i południowa Francja

  Z plecakiem przez Pireneje i autem przez południową Francję” 7-23.VI.2007

Dzień 1 Niemcy/Francja

Podróż z naszym kolegą Przemkiem przez Niemcy szybko minęła. Po przejechaniu  1100 km. na  noc zatrzymaliśmy się na campingu w środkowej Francji  – w miejscowości Pont-Les-Moulis .

Dzień 2 Gavernie

Kolejne 1300 km i dojechaliśmy w Środkowe Pireneje, do górskiej miejscowości Gavernie. Noc spędziliśmy na campingu „Le paine de sucre”: http://www.camping-gavarnie.com/ 

Dzień 3 Cirque Gavernie/La Grande Cascada/Ref.Breche de Roland 2587 m n.p.m.

Auto zostało na bezpłatnym parkingu w Gavernie, a my z ciężkimi plecakami wyszliśmy na szlak we francuskiej części Parku Narodowym Pirenejów. Łatwy  początkowo szlak,  prowadził  przez tereny zielone, w kierunku ogromnego kotła lodowcowego – Cirque Gavernie. Wśród spływających z góry licznych kaskad wody, jest największy wodospad La Grande Cascada (240 m). 

Po odbiciu od drogi – długo kluczyliśmy, szukając źle oznaczonego szlaku. Aż trafiliśmy na granitową ścianę zabezpieczoną łańcuchami, te kilkadziesiąt metrów wspinaczki to był najtrudniejszy i stresujący (doszła burza) szlak, z jakim przyszło nam się zmierzyć w Pirenejach. Po pokonaniu skalnego progu, na ponad 2300 m n.p.m., już w łagodniejszym, miejscami zaśnieżonym terenie, Krzyśkowi obluzował się namiot  przymocowany na zewnątrz plecaka i wpadł na dno sąsiedniej doliny. Gdy ja zostałam z plecakami, Krzysiek musiał zejść po niego na dno dolinki i wrócić. Przemek popędził do schroniska Refuge de la Brèche de Roland (Les Sarradets), żeby

zarezerwować nam łóżka. Noc spędziliśmy w pokoju wieloosobowym w nieco dusznej atmosferze ;). Podczas kolacji w zatłoczonej jadalni, za sprawą dwóch turystów z Izraela zmodyfikowaliśmy swoje plany. Zrezygnowaliśmy ze zdobycia szczytu Monte Perido (za dużo śniegu), żeby zobaczyć cud natury jakim jest Canion Ordesa. I to był strzał w „10”!

Dzień 4 Wrota Rolanda 2807 m n.p.m./Refugio de Goriz 2200 m n.p.m. 

Dzień przywitał nas pięknym słońcem. Przez wielką szczerbę w murze skalnym czyli przez Przełęcz Wrota Rolanda (Brèche de Roland ) przedostaliśmy się na hiszpańską stronę Pirenejów. Wędrując w surowym krajobrazie, schodziliśmy w kierunku schroniska Refugio de Goriz. Momentami było bardzo stromo, zwłaszcza, gdy gubiliśmy – słabo oznaczony szlak i dość niebezpiecznie, gdy zjeżdżaliśmy w dół po śliskich piargach. A im niżej schodziliśmy, tym byliśmy bliżej, geologicznego cuda natury jakim jest Canion Ordesa.

Dzień 5 CANION ORDESA/Dolina Bujaruelo

Po nieprzespanej, burzliwej nocy spędzonej w namiocie, zjedliśmy śniadanie, mając przed sobą oszałamiającą panoramę na canion. Zamierzając przejść 13- kilometrową dolinę, wybraliśmy jeden – z trzech szlaków – idący, mniej więcej w połowie wysokości ścian. Ze ścieżki zawieszonej jakieś 300 metrów nad dnem doliny, mieliśmy widoki, które porażały. Szlak – nie dla turystów z lękiem wysokości.

!

Po wyjściu z Canionu Ordesa, musieliśmy pokonać 4 km – mniej spektakularną  Doliną Bujaruelo – do wygodnego campingu „Valle de Bujaruelo”. Strona campingu: http://www.campingvalledebujaruelo.com

Dzień 6 Puerto de Bujaruelo 2273 m n.p.m./Gavernie

Musieliśmy tego dnia pokonać ponad 1100 metrów w pionie, żeby wrócić na francuską stronę Pirenejów. Im bardziej zbliżaliśmy się do przełęczy Puerto de Bujaruelo , na granicy hiszpańsko-francuskiej, tym krajobraz stawał się bardziej skalisty pełen hasających świstaków.

Na granicy zaczynała się nieczynna droga (1,5 km), którą doszliśmy do parkingu, na którym złapaliśmy stopa  do Gavernie. Noc spędziliśmy znowu na campingu „Le paine de sucre”.

Dzień 7 Hospice de Franace/Refuge de Vénasque

Zmieniliśmy rejon Pirenejów, żeby wejść na najwyższy szczyt Pirenejów Pico de Aneto – 3404 m n.p.m.Gavernie przez Lourdes udaliśmy się bardziej na wschód Pirenejów, do miejsca Hospice de France. Na wielkim parkingu – wysokość 1400 m n.p.m.- zostawiliśmy na kilka dni auto i z ciężkimi plecakami zaczęliśmy mozolną wspinaczkę do schroniska Refuge de Vénasque (3 godz.).

Niewielkie schronisko położone jest na wysokości 2248 m n.p.m., nad dużym jeziorem, nad którym rozbiliśmy swój namiot. Dobrze, że obciążyliśmy go kamieniami bo dzięki nim, namiot nie dał się porwać nocnej wichurze.

Dzień 8 Port de Venasque 2445 m n.p.m./ Refuge de la Renclusa 2140 m n.p.m.

Gdy wiatr nieco osłabł,  koło południa  wyruszyliśmy. W niecałą godzinę wspięliśmy się do przełęczy Port de Venasque (granica francusko – hiszpańska), a dalej już schodziliśmy w dół, do rzeki Esery. Ostatnia godzina na szlaku – to było łagodne podejście do schroniska Refuge de la Renclusa

Dzień 9 Pico de Aneto 3404 m n.p.m.

Tym razem spaliśmy w schronisku, w pokoju wieloosobowym. O godzinie 6 rano, z lekkimi plecakami – z grupą Hiszpanów, wyruszyliśmy na najwyższy szczyt  Pirenejów Pico de Aneto. Nie było łatwo, bo gubiliśmy – źle oznaczony szlak – zarówno na lodowcu jak i na skalnej grani, gdy szukaliśmy wąskiej przełączki. Po 6 godzinach wspinaczki stanęliśmy … prawie na szczycie, zabrakło nam kilkanaście metrów do stojącego na wierzchołku – krzyża.

   

 

Na drodze do wierzchołka, stanął nam Puente (most) Mahoma, krótka ale mocno wyeksponowana grań, bez zabezpieczeń, oblodzona w czerwcu i dlatego nie do przejścia.

Po zejściu (tą samą drogą) do schroniska, po odpoczynku, już z dużymi plecakami, zeszliśmy na dół do Doliny Benasque. Niestety, camping w którym chcieliśmy się zatrzymać na noc był zamknięty. Po 3 godzinach- potwornie zmęczeni, dotarliśmy do przytulnego hoteliku Turpi: https://en.turpi.com/ w którym zatrzymaliśmy się na noc. (Recepcjonistka była Rosjanką mówiącą po rosyjsku i hiszpańsku, gdy my tylko po polsku i angielsku – więc było zabawnie)

Dzień 10 Puerto de la Giera 2364 m n.p.m./ Luchon

Po morderczym, poprzednim dniu, zasłużyliśmy na długie wylegiwanie się  w łóżkach. Po późnym śniadaniu, w  południe opuściliśmy hotelik. Górską drogą, następnie szlakiem wzdłuż potoku, zmierzaliśmy  do granicy hiszpańsko-francuskiej. Po minięciu jeziora, zdobyliśmy przełęcz Puerto de la Giera (granica) i szlakiem zeszliśmy do miejsca Hospice de France, gdzie od 3 dni stał nasz samochód. Po czym, dojechaliśmy do miejscowości Luchon na camping.

Dzień 11 Carcassonne

Pierwszy camping – z poranną dostawą świeżutkich bagietek! Po pysznym śniadaniu  ruszyliśmy do Langwedocji do średniowiecznego miasta Carcassonne z katedrą i zamkiem. Spacer wewnątrz świetnie zachowanych  murów, był niezapomnianą lekcją historii – trwała ona 3 godziny.

Po przejechaniu kolejnych kilometrów, dojechaliśmy nad Morze Śródziemne do miejscowości Marseillan Plage. 3 noce nad morzem mieliśmy spędzić na campingu „La Creole”. Strona campingu: https://www.campinglacreole.com/.

Dzień 12 i 13 Marseillan Plage

Regeneracja sił i odpoczynek po górach: spacery po okolicy oraz  kąpiele słoneczne i morskie.

Dzień 14 Nimes

W drodze do Avignonu zatrzymaliśmy się Nimes, żeby obejrzeć rzymskie zabytki:  amfiteatr na 24 000 widzów, świątynię – Kwadratowy Dom, a 20 km za miastem trzykondygnacyjny akwedukt Pont du Gard (wpisany na listę UNESCO).

Nimes mieliśmy tylko 30 km do Avignonu. Zatrzymaliśmy się na campingu „Bagatelle”(https://www.campingbagatelle.com/ ) położonego nad Rodanem z widokiem na słynny Pałac Papieży.

Dzień 15 Avignon

Zwiedzanie największej budowli gotyckiej w Europie  z XIV w – Pałacu Papieskiego (lista UNESCO), romańskiej katedry, murów obronnych i słynnego  średniowiecznego „niedokończonego” mostu Pont Saint-Bénézet.

Dzień 16 Francja

Po przejechaniu 300 km, znowu byliśmy na campingu, na którym zatrzymaliśmy się w drodze w Pireneje Pont-Les-Moulis. Gdy ja poznawałam okolice campingu, panowie zwiedzali pobliską jaskinię.

Dzień 17

Przez Niemcy wróciliśmy do Polski.